Vincas – Deep in the Well (2016)

Vincas to świetne amerykańskie trio z miasta Athens w stanie Georgia. Kapelę tworzą panowie:  Chris McNeal (gitara basowa i wokal), Scott Kviklys (gitara i wokal) i Joe McMullen (perkusja). Na trasach  koncertowych wspomaga ich perkusista Tim Payne. Jest to ich drugi album nagrany tym razem dla Learning Curve Records z Minneapolis i wydany 24 czerwca 2016. Jest tutaj 11 numerów utrzymanych w klimacie swamp – groovie, postpunkowym i psychodelicznym. Całą swoją inspirację muzyczną biorą ze australijskiej sceny punk bluesowej czyli takich kapel jak The Birthday Party, The Scientists itp. Słychać tu również  dźwięki kojarzone z wyśmienitym triem Morphine i The Gun Club. Muzyka bardzo motoryczna i świdrująca przyjemnie po uszach. Album z fajnym klimatem i cudownie przesterowaną gitarką. Dla fanów brzmień The Birthday Party i okolic  pozycja obowiązkowa. Polecam kawał dobrej muzy !!! Oni to gwarantują.

 

 

Continue reading

Sauna Youth – Distraction (2015)

Sauna Youth to kapela z Londynu. Zespół powstał w 2009 w Brighton po czym przenieśli się do Londynu w 2011. W skład Sauna Youth wchodzą: Boon (perkusja i wokal), Pines (gitara), Ecke (wokal i sampler) i Mince (gitara basowa). Jest to ich ostatnia duża płyta, która ukazała się 8 lipca 2015 i wydało ją londyńskie Upset! The Rhythm Records. Album zawiera 14 krótkich numerów. W zeszłym roku ukazała się również ich nowa siedmiocalówka. Wcześniej mają na swym koncie parę wydawnictw min. split z Monotony. Muzycznie kapelka obraca się w klimatach  postpunkowej garażówki z nutką surfu. Kurt Cobain powiedział kiedyś – „Dlaczego nie możemy być zarówno Black Sabbath i The Beatles?” na co Sauna Youth mówi z kolei  – „Dlaczego nie możemy być zarówno Ramones i Steve Reich?”. Są na tej płycie numery niezwykle dynamiczne, energetyczne i skoczne. Taka wesolutka muzyczka do potupania nóżką, ale przy tym wciągająca i sprawiająca niebywałą radochę. Po prostu nóżka sama tupie i banan robi się na twarzy. Mogę śmiało to polecić fanom takich kapel jak: Hot Snakes, Radioactivity i Uranium Club. Anglicy grający po „amerykańsku”. Płyta idealna na te ponure styczniowe dni. Dobry muzyczny antydepresant. Polecam !!!

 

Continue reading

Spray Paint – Feel The Clamps (2016)

Spray Paint to amerykańskie trio z miasta Austin w stanie Teksas. Zawsze miałem słabość do do teksańskich kapel takich jak np. Butthole Surfers, Johnboy, Pain Teens, Bedhead, Cherubs, 13th Floor Elevators, The Dicks, Scratch Acid itd. Masa dobrych zespołów, które mnie niszczyły swoją szaloną i głośną muzą. Bardzo konserwatywny stan USA i wylęgarnia największych świrów muzycznych. Powstało tu też parę prekursorskich kapel z kręgu homocore jak: The Dicks, Big Boys czy M.D.C. Powstała tu też jedna z moich ulubionych wytwórni muzycznych Trance Syndicate Records, założona przez perkusistę Butthole Surfers Kinga Coffey , wielkiego fana muzyki niezależnej. Muzycznie Teksas zawsze kojarzył się mi  z dobrą muzą. Spray Paint swym najnowszym szóstym album ” Feel The Clamps”  dołączyli do jednych z najlepszych w roku 2016. Ja ten album posłuchałem dopiero w 2017, a to za sprawą mojej kumpeli Magdy (ty wiesz co lubię). Spray Paint tworzą: gitarzyści i wokaliści Cory Plump i George Dishner oraz perkusista Chris Stephenson. Płyta ukazała się 3 czerwca 2016 i wydało ją Goner Records z Memphins. Jest tu 11 krótkich numerów utrzymanych w stylistyce postpunk i no wave. Mechaniczne, drgające gitary i do tego  beznamiętny wokale. Proste granie, ale brzmieniowo trafili we mnie jak trzeba. No wave jakie tu grają bliskie mi jest do dokonaniom wczesnych Sonic Youth. Album ten to dla mnie pierwsza najlepsza płyta jaką usłyszałem w tym roku. Polecam, bo to kawał dobrej muzy. Minus to czas płyty, tylko 28 minut.

 

Continue reading

Sex Swing – S/T (2016)

Sex Swing to zespół  z Londynu w którego skład wchodzą członkowie takich kapel jak: Mugstar, Part Chimp, Dethscalator, Earth & Dead Neanderthals. Zespół Sex Swing tworzą: Dan Chandler (wokal), Jason Stöll (gitara basowa), Tim Cedar (klawisze), Colin Webster (saksofon) i Stuart Bell (perkusja). Kapela powstała w 2014 i wcześniej wydała w 2015 splita z inną formacją Clinic. Jest to ich debiutancki album, który został  wydany   przez wydawnictwo  The Quietus Phonographic Corporation 25 listopada 2016 i jest tu 6 utworów. Pierwszy numer zaczyna się mrocznym dronem, ciągnącym się przez 12 minut, któremu wtórują saksofon i klawisze, a na koniec wchodzą transowe bębny. Całość płyty utrzymana jest w mrocznym dronowym krautrocku z dudniącymi plemiennymi bębnami do tego pulsujący klawisze, free jazzowy saksofon i wokal momentami przypominający Johna Lydona z Public Image Ltd. Muzyczna mieszanka krautrocka, psychodelii, free jazzu, postpunka i dronów. Świetny album dla wielbicieli mrocznego psychodelicznego krautrocka.

 

 

Continue reading

Wywiad z Lutownicą

Wywiad z Pilem z Lutownicy przeprowadziłem dla punkowego zine „Chaos W Mojej Głowie” nr.14, którego premiera była 15 grudnia 2016. Jest tam również parę innych moich wypocin. Zapraszam do zakupu tego jednego z lepszych polskich zinów punkowych. Cena 25 zł. Polecam !!!

 

 

WYWIAD:

 

Ostrzeszowskie trio LUTOWNICA to nowa formacja na scenie noise rockowej i post hardcore’owej. Wydali w zeszłym roku debiutancki album, a obecnie szykują się do wydania kolejnej płyty. Miałem okazję widzieć chłopaków na żywo na Fląder Festiwal w Gdańsku na plaży. Poza tym to wyśmienita ekipa do imprezowania. Lekko zabalowaliśmy po koncercie na plaży. Dawno się tak nie uśmiałem. Wesołe i miłe z nich typy. Udało mi się przeprowadzić wywiad z moim kolegą Pilarem – basistą LUTOWNICY. Wywiad przeprowadzaliśmy mailowo, telefonicznie i przez messengera. Dzięki Pilu!!! Pytał Maku.

CHAOS: Kiedy i gdzie powstała LUTOWNICA?

Pilu: Powiem szczerze, że nie pamiętam, kiedy dokładnie to było. Ok 3-4 lat temu przy okazji próby zespołu LOW CUT, w którym razem z Rafałem swego czasu graliśmy. Mieliśmy wtedy kanciapę w stodole u Rafała na wsi. Pewnego dnia wpadł na próbę jego stary kumpel, który pogrywa na bębnach. Ja chwyciłem za bas, no i tak wyszło. LOW CUT już nie ma, a my cały czas coś tam gramy.

CHAOS: Pilu, ty grałeś wcześnie w ostrzeszowskim KILL YOUR TELEVISION, wołowskim BLUE RAINCOAT i innych kapelach. W KILL YOUR TELEVISION grał z tobą m.in. Dawid z KURWS. Poznałem was na koncercie, kiedy byłem na trasie z chłopakami z gdańskiego THING pod koniec lat 90. Pozostałe chłopaki z LUTOWNICY gdzieś wcześniej grali?

Pilu: KILL YOUR TELEVISION to stare dzieje. Jakoś pod koniec lat 90. razem z Dawidem i Alkiem Wenckiem nagraliśmy materiał, który został wydany przez Gustaff Records. Od tego się wszystko zaczęło. Trochę koncertów m.in. z COUCHEM, ALBOTHEM, STARYMI SINGERS, LA AFERRA, itd. Trochę znajomości, trochę zabawy… fantastyczny czas. Mieliśmy przygotowany nowy materiał, który chcieliśmy nagrać. Nie udało się. Teraz, jak słucham nagrywek z prób, to bardzo tego żałuję, bo to świetny materiał był. No i tak to się jakoś rozjechało. Następnym krokiem było SATURNDAY, w którym razem z Dawidem połączyliśmy siły z Wrocławiem i Wołowem. To był wyborny skład. Każdy wiedział, czego chce, a tak się składało, że szliśmy razem w jednym kierunku. Próby mieliśmy w wagonie kolejowym w Wołowie. Zrobiliśmy materiał i nagraliśmy go w studiu Czad w Swarzędzu, tam gdzie wcześniej KILL YOUR TELEVISION. Później Bogusz wyjechał do Londynu i znów się posypało. Przygarnęli mnie chłopaki do BLUE RAINCOAT, Dawid kombinował we Wrocławiu, gdzie po jakimś czasie wystartował z THE KURWS. Było tego trochę. Na basie udało mi się nagrać epkę z hardocore sXe bandem z Ostrzeszowa FLAME OF GOD. Później LOW CUT, LET THE BOY DECIDE, RIVER BOAT BAND… Chłopaki też trochę pogrywali. Razem zaczynali w VANILASKY, później Rafał ze mną w LOW CUT, a Zbyszek w grindowo metalowym SORE DOWN. Tak że doświadczenie jakieś jest, ale najważniejsza jest przyjemność z tego, co robimy!

CHAOS: LUTOWNICA to kolejny zespół kojarzony ze sceną noise rockową i post hardcore’ową. Mamy od jakiegoś czasu spory wysyp kapel w Polsce kojarzonych z post hardcorem i noise rockiem lat 90. W samych latach 90. można było te zespoły policzyć na jednej ręce, a teraz mamy PERU, MARTIM MONITZ, SO SLOW, MELISA, ARYKUŁY ROLNE, DUŻY JACK, itd. Tworzy się mini scena. Wy wydaliście w zeszłym roku swój debiutancki album pt. „Tribute to 4 and 10”. Ile zagraliście w tym czasie koncertów? Ja was miałem okazję widzieć na Fląder Festiwalu w Gdańsku na plaży.

Pilu: Tych koncertów nie było za wiele. Każdy z nas ma pracę, w której naprawdę godzinami zapierdalamy, poza tym mamy rodziny, dzieci, więc to wszystko musimy jakoś pogodzić. Z drugiej strony zawsze chętnie gdzieś wyskoczymy na jakiś gig. Jeśli nas ktoś zaprosi i akurat nie będziemy mieć wizyty u lekarza, to z dużą przyjemnością przyjedziemy. To zawsze jakaś przygoda. Dobrze o tym wiesz.

CHAOS: Debiut płytowy będzie miał w październiku rok. Kiedy będzie nowy album? Lutujecie coś nowego? Kto go wyda?

Pilu: W zeszłym roku wydaliśmy naszą debiutancką płytę. Bez fajerwerków. Nie każdy wie o tym, że jest. Powysyłaliśmy do paru znajomych i nieznajomych. Kolega zrobił bandcampa, założył facebooka, choć początkowo nie planowaliśmy tego. Ale takie czasy. Trzeba z tego korzystać. Płytę wydaliśmy sami. Sprzedajemy sami. Mamy tego jeszcze duuużo. Po kartonach. W tej chwili pracujemy nad nowym materiałem. Chcemy pod koniec roku gdzieś to zarejestrować. Jest plan. Są założenia. Teraz pozostaje nam to tylko zrealizować. Kto to wyda? Nie wiem. Nie myślałem o tym jeszcze. Zobaczymy, co wyjdzie. Może gdzieś zaatakujemy. A jak nie, to wydamy to sami. Jak zawsze.

CHAOS: Słuchając waszej płyty słyszę dużo inspiracji latami 90., a w szczególności amerykańską muzyką gitarową. Jakie kapele miały na was wpływ gdy nagrywaliscie tę płytę i czego obecnie słuchacie? Co ty, Pilu, mógłbyś polecić ciekawego z tego, czego teraz słuchasz?

Pilu: No tak. Wychowałem się w tych czasach. Wiadomo więc, że był to czas, kiedy dostawałeś w mordę od bandów z Amphetamine Reptile Records, Touch and Go, Dischord czy Skin Graft. Jedne mnie trzymają nadal, inne mniej, ale zawsze do nich wracam. I zawsze to będą jednak gitary! Zatem wiadomo, były to klasyki typu COWS, HAMMERHEAD (the best ever), JANITOR JOE, GUZZARD, JESUS LIZARD, FUGAZI, MEDICATIONS, itd., ale także takie mistrzowskie składy jak NAUSEA, NEUROSIS, NOMEANSNO, HIS HERO IS GONE (z TRAGEDY udało nam się – z SATURNDAY – zagrać w CRK we Wrocławiu lata temu.) Tak jak wcześniej wspomniałeś jest coraz więcej kapel wspominających poprzez swoją muzykę lata 90. Ja zdecydowanie się na to nabieram. Z sentymentu. Lubię po prostu. Takie BROADCAST SEA, SOLIDS czy THE GREYS. Wszystko to już było. Ale co z tego? Lubię też takie klimaty jak ALL THEM WITCHES, PONTIAK czy ARBOURETUM, WATTER, CAUSA SUI…

CHAOS: Planujecie jakąś trasę? Macie jakieś koncerty w najbliższym czasie?

Pilu: Były plany dłuższej trasy. Ale z nami tak już jest, że podpału na początku dużo, ale nie ma kto się za to zabrać, więc dłuższej trasy nie będzie. Będą wybiórcze koncerty tu i ówdzie. Nie mogę się już ich doczekać. Zagramy niebawem ze SO SLOW, [PERU], no i na koniec Baszty u nas w Ostrzeszowie m.in. z BLUE RAINCOAT.

CHAOS: Pilu, wiem, że grałeś wcześniej w wołowskiej kapeli BLUE RAINCOAT. Masteringiem pierwszej płyty „Small Town Addiction” (2003), zajął się nie kto inny, tylko sam nadworny producent Sub Pop Records, Jack Endino, gitarzysta SKINYARD, facet odpowiedzialny za brzmienie płyty „Bleach” NIRVANY oraz masy innych kapel z Seattle i nie tylko. Mógłbyś coś opowiedzieć o tym krótkim epizodzie z panem Endino?

Pilu: Z perspektywy czasu, do tej płyty BLUE RAINCOAT wracam najchętniej. Czyżby dlatego, że to Endino tykał? Nie wiem. Wiem tylko, że była nie za dobrze nagrana, nie za dobrze zagrana, ale ma w sobie coś, co mnie chwyta i przyjemnością jej słucham. Na pomysł z Endino wpadł Lokis, gitarzysta BLUE (wcześniej STEPHANS, SATURNDAY), fan seattlowskiej sceny i największy fan REIN SANCTION w Polsce. Napisaliśmy mejla z zapytaniem czy nie zrobiłby masteringu. Myśleliśmy, że cena nas zabije, ale okazało się, że to bardzo w porządku gość, że nie jebnął nam ceny z kosmosu oraz że nie nazywa się Jack Endino. Ot i cała historia. Pamiętam chwilę, kiedy doszła koperta z płytą-matką. Oddech Ameryki. W końcu to kolega naszych idoli!

CHAOS: Uprawiasz dosyć nietypową dyscyplinę sportu, jakim jest hokej pod wodą. Grasz w drużynie „Szuwary” stworzonej przez grono przyjaciół. W tym roku będziecie uczestniczyć w Mistrzostwach Polski. Możesz nam coś o tym opowiedzieć?

Pilu: Fantastyczna sprawa! Jakoś rok temu mój szwagier powiedział, że zakładamy drużynę hokeja podwodnego. Oczywiście reakcja każdego z nas była oczywista. WTF??? Wyciągnął mnie któregoś dnia na basen, no i się zaczęło. Obczajka na YT, co to w ogóle jest. Wypad na Mistrzostwa Polski do Bełchatowa w celu podpatrzenia. No i gramy. W Polsce to zupełnie nowa dyscyplina. Dopiero się wszystko zaczyna. Tworzą się drużyny, związki, kluby, itd. Jest paru zapaleńców, którzy od wielu lat uprawiali tę dyscyplinę za granicą i teraz próbują zaszczepić ją w Polsce. Jest ok 10-12 drużyn w kraju. Najlepszą drużyną są Bałtyckie Foki. Wystąpiliśmy jak dotąd na trzech turniejach. Trudno tu mówić o jakichś spektakularnych sukcesach, biorąc pod uwagę fakt, że prawie nikt z nas jakoś specjalnie wybitnie nie pływa (!). Ale udało nam się strzelić bramkę Mistrzom Polski, którym naprawdę jest ciężko coś wbić. Najlepsze, że to była pierwsza strzelona przez nas bramka ever!!! Do tej pory mamy już około 10 bramek strzelonych, kilkadziesiąt straconych. Nadal czekamy jednak na wygrany mecz. Nie będę wchodził w szczegóły. Zainteresowanych odsyłam do internetu. Po krótce: hokej podwodny to gra, w której uczestniczą dwie drużyny, po 6 osób, próbujące strzelić bramkę przeciwnikom. Pływamy w czepkach (jak piłkarze wodni), płetwach, rurkach, gaciach, maskach i ochraniaczach na zęby i dłoń (tak, kontuzje się zdarzają np. podbite oczy, wybite zęby). Próbujemy za pomocą zwodów i trików, a przede wszystkim za pomocą około 20 centymetrowego kijka, przepchnąć, przebić, przerzucić specjalny krążek do bramki przeciwnika. Zabawa przednia. Podtopień setki. Zdartych gaci setki. Założonych nelsonów pod wodą mnóstwo – choć to niezgodne z przepisami. No i tak w to brniemy pomału. 7-9.10 jedziemy na Mistrzostwa Polski. Formuła nas trochę przeraża, bo jak dotąd graliśmy mecze trwające po 8 minut, a teraz będziemy grać mecz dwa razy po 10 minut. Zdechniemy. Ale co tam… Polecam wbić na YT Underwater Hockey i obczaić jak to robią najlepsi!

CHAOS: Oprócz LUTOWNICY w Ostrzeszowie i okolicach grają jakieś inne ciekawe młode kapele, które godne są uwagi?

Pilu: Hmm… Szału nie ma. Kiedyś było lepiej, a teraz albo nie ma, albo ja po prostu się nie orientuję. Z czasów, kiedy graliśmy z KILL YOUR TELEVISION to się działo. LA AFERRA w Kaliszu, później NOISESESSION w Ostrowie Wielkopolskim, industrialne składy, czy punki z OKRESU i HEROINY, u nas hc sXe FLAME OF GOD, w którym też przez chwilę udało mi się powalczyć, ostrzeszowski ciekawy LOUIS ARE GONE, RED LOVE i BANAN w Sycowie, FRANZ JAGER z Kępna, później FAUST, MIST z Krotoszyna. Mam wrażenie, że w Ostrzeszowie jest teraz więcej młodych wykształconych muzyków, ale jakoś nikt z nich nie robi nic, co byłoby godne mojej uwagi. Szkoda. Mam nadzieję, że ktoś mnie wreszcie zaskoczy pozytywnie.

CHAOS: Na koniec poleć nam najciekawszą płytę, jakiej ostatnio słuchałeś, film, jaki obejrzałeś i książkę, którą przeczytałeś.

Pilu: Płyta, która ostatnio mnie od pierwszego odsłuchu urzekła, to z pewnością SOLIDS „Blame Confusion”, podoba mi się też THE GREYS „Outer heaven” z tego roku, no i powrót CHERUBS w naprawdę niezłym stylu – cały czas walec do przodu! Wiadomo, wyjadacze z TODAY IS THE DAY i UNSANE w tworze UXO, czy CUTTHROATS 9 z płytą „Dissent”… Trochę tego było. Z filmami mam problem, bo ostatnio na każdym zasypiam… Nie dlatego, że nuda czy coś, ale po prostu wieczorami, kiedy mogę oglądać, to padam. Ostatnio jednak obejrzałem wreszcie całość „Sonic Highways” Grohla i „Foo Fighters”. Nigdy nie byłem jakimś specjalnym fanem FF, ale kurde… Wyśmienity dokument! Z niecierpliwością czekam na podróż Grohla po studiach światowych. Czekam również na nową odsłonę „Twin Peaks”. Ciekawe jak się obroni? Chciałbym też obejrzeć pierwszy sezon „Preachera”, serialu na podstawie komiksu, który uważam za jeden z najlepszych w historii, ale niestety w tviku raczej się nie doczekam, a neta w domu mam do dupy, więc nie wiem, kiedy się uda. Jeśli chodzi o książki, to mam stos i każda w nim czeka na swoją kolej. Od małego zaczytywałem się w sensacji. Jestem w trakcie „Czarnej Listy Forsytha” i najnowszego zbioru opowiadań Stephena Kinga „Bazar złych snów”, ale próbuję również przebrnąć przez „Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz; Postpunk 1978-1984” Simon Reynoldsa. Niezła była również trylogia norweskich frików piszących pod pseudonimem Eric Axl Sund “Oblicza Victorii Bergman” – wystarczy spojrzeć na ich fotkę, jak wyglądają – to musi być dobre! Przeczytałem jeszcze setkę komiksów ostatnio, ale o to nie pytałeś, więc nic nie powiem…

 KONIEC