Tag: No Wave

Stickers – Joy (2016)

Stickers pochodzą z miasta Seattle, Washington. W skład kapeli wchodzą dwie dziewczyny i dwóch kolesi: Gabi Page-Fort  (wokal i saksofon),  Colin Dawson (guitara),  Troy Ayala (gitara basowa) i Emily Denton (perkusja). „Joy” to ich drugi album po „Swollen” (2014) wydany 4 kwietnia 2016. Na którym znalazło się 11 utworów. Cały ten album został nagrany i zmiksowany przez Erik Krwi w studiach  Chemical X i Black Space w Seattle, a masteringiem zajął się Adam Straney. Muzycznie ekipa z Seattle porusza się w klimatach postunkowych, zmieszanych z nowojorskim no wave za sprawą odjechanego saksofonu Gabi. Beznamiętny, niski, krzyczany lub momentami melorecytujący  wokal Gabi jest przerywany granymi przez nią freejazzowymi partiami saksofonu, bas jak to w postpunku mocno wysunięty do przodu i rozjechana, hałasująca gitara dają mi skojarzenie jakby to było  jam session  Siouxsie and the Banshees  i Teenage Jesus and the Jerks, które mogłoby się kiedyś odbyć w latach 80 w Nowym Jorku. Płyta warta polecenia, bo ja nią  zachwyciłem się po parokrotnym przesłuchaniu. Warto zainteresować się takim graniem i zapraszam do odsłuchów.

 

 

Continue reading

YVETTE – Process (2013)

Duet  YVETTE powstał w Nowym Jorku w 2009 i tworzą go: Noah Kardos-Fein (wokal,gitara i elektronika) i Rick Daniel (perkusja i elektronika). „Procession” to ich debiutancki album wydany 30 października 2013 przez nowojorską wytwórnię Godmode Records, w Europie wydali ich Tough Love Records  i znajduje się na nim 11 utworów. Płyta jest krótka, bo trwa zaledwie 33 minuty, ale myślę, że to dobry czas dla takiej muzyki.  Mają na swoim koncie jeszcze dwa single. Album to mikstura  brudnego no wave,  industrialu, postpunka i tanecznych rytmów. Futurystyczne brzmienia postpunkowego Wire mieszają się z przemysłowymi dźwiękami Throbbing Gristle , Cabaret Voltaire, This Heat i do tego dochodzą plemienne kanonady perkusyjne wykonywane przez Ricka. Nowy Jork jak najbardziej sprzyja tak niezbyt przyjaznej muzyce wykonywanej przez tych dwóch młodych kolesi. Czuć w tej muzie duchotę i klaustrofobiczne poczucie zagłady. Całkiem przyzwoity debiut, ale niestety sprzed paru lat. Dla fanów przemysłowo – futurystycznych  dźwięków, hałasu i brutalizmu muzyka idealna. Polecam !!!

 

 

 

Continue reading

Ich Bin Nintendo – Lykke (2016)

Ich Bin Nintendo to trio z miasta Oslo. Zespół tworzą: Christian Skår Winther (gitara i wokal), Magnus Skavhaug Nergaard (gitara basowa) i Joakim Heibø Johansen (perkusja). Jest to ich czwarte wydawnictwo i pierwszy raz na tym albumie  odbili od free improwizacji, która była motywem przewodnim poprzednich wydawnictw, a numery tutaj bardziej zostały skierowane ku postpunkowi i no wave. Pierwszy album został nagrany min. z Matsem Gustafssonem (Fire!, The Thing), który został jakby czwartym członkiem Ich Bin Nintendo. Płytę „Lykke” wydało portugalskie Shhpuma Records w maju 2016 i jest tam 6 utworów. Cały album to gitarowa jazda no wave i postpunk. Wszystko poszarpane, zabrudzone i zdeformowane jak trza. Nowojorski no wave w stylu James Chance, DNA i Rhys Chatham  spotyka The Ex. Uwielbiam  takie zasyfione, zardzewiałe granie i do tego gadany wokal Christiana. Polecam fanom nowojorskich brzmień końca lat 70 i początku 80 z nihilistycznych nor Nowego Jorku. Nie będą zawiedzeni, bo Norwegowie dają radę i album świetnie się słucha.

 

 

 

Continue reading

Spray Paint – Feel The Clamps (2016)

Spray Paint to amerykańskie trio z miasta Austin w stanie Teksas. Zawsze miałem słabość do do teksańskich kapel takich jak np. Butthole Surfers, Johnboy, Pain Teens, Bedhead, Cherubs, 13th Floor Elevators, The Dicks, Scratch Acid itd. Masa dobrych zespołów, które mnie niszczyły swoją szaloną i głośną muzą. Bardzo konserwatywny stan USA i wylęgarnia największych świrów muzycznych. Powstało tu też parę prekursorskich kapel z kręgu homocore jak: The Dicks, Big Boys czy M.D.C. Powstała tu też jedna z moich ulubionych wytwórni muzycznych Trance Syndicate Records, założona przez perkusistę Butthole Surfers Kinga Coffey , wielkiego fana muzyki niezależnej. Muzycznie Teksas zawsze kojarzył się mi  z dobrą muzą. Spray Paint swym najnowszym szóstym album ” Feel The Clamps”  dołączyli do jednych z najlepszych w roku 2016. Ja ten album posłuchałem dopiero w 2017, a to za sprawą mojej kumpeli Magdy (ty wiesz co lubię). Spray Paint tworzą: gitarzyści i wokaliści Cory Plump i George Dishner oraz perkusista Chris Stephenson. Płyta ukazała się 3 czerwca 2016 i wydało ją Goner Records z Memphins. Jest tu 11 krótkich numerów utrzymanych w stylistyce postpunk i no wave. Mechaniczne, drgające gitary i do tego  beznamiętny wokale. Proste granie, ale brzmieniowo trafili we mnie jak trzeba. No wave jakie tu grają bliskie mi jest do dokonaniom wczesnych Sonic Youth. Album ten to dla mnie pierwsza najlepsza płyta jaką usłyszałem w tym roku. Polecam, bo to kawał dobrej muzy. Minus to czas płyty, tylko 28 minut.

 

Continue reading

Pardans ‎– Heaven, Treason, Women (2016)

Pardans to młoda formacja  z Kopenhagi. Zespół tworzy 6 młodziutkich Duńczyków: Gustav Berntsen (wokal i teksty), Rasmus Skovmose (gitara), Rasmus Hastrup (gitara basowa), Patrick Rathbun (altówka), Daniel Honoré (saksofon tenorowy) i  Oskar Dinesen (perkusja). Na zdjęciu widać, że chłopaki mają góra 20 lat. Jest to ich debiutancki album, który ukazał się dla paryskiego wydawnictwa  Third Coming Records 17 września 2016. Na płycie znalazło się 7 utworów. Atutem tej płyty jest free jazzowy saksofon tenorowy oraz jak to ujęła moja kumpela Magda ( lubi kolesi, którzy psują muzę) fajne skrzypki takie, hm.. zepsute„. Cały album to duża dawka szalonego nowojorskiego no wave, postpunk lat 80  w stylu The Birthday Party i Pop Group, a przez altówkę z kolei mogą być kojarzeni  z rewelacyjnymi Dirty Three. Free jazzowy saksofon to z kolei ukłon dla takich mistrzów jak np. Ornette Coleman, nadaje on również płycie ciemny i drapieżny charakter. Na tej krótkiej płycie tym młodym chłopakom udało się w świetny sposób połączyć awangardę z postpunkiem. Smyczki, trąbki i hałas wszystko rozbrzmiewa tutaj dosyć intensywnie, ale jest tu klaustrofobiczny i duszny klimat, a na dodatek jeszcze ten ciągnący się, beznamiętny, czasem nerwowy wokal Gustava Berntsena, który w większości melorecytuje niż śpiewa. Bardzo fajna płyta, którą polecam. Będę obserwował tych młodych Duńczyków, bo chłopaki robią kawał niezłej muzy i może coś nich być naprawdę dobrego. Słuchajcie więc !!! 

 

 

Continue reading