Tag: Industrial

YVETTE – Process (2013)

Duet  YVETTE powstał w Nowym Jorku w 2009 i tworzą go: Noah Kardos-Fein (wokal,gitara i elektronika) i Rick Daniel (perkusja i elektronika). „Procession” to ich debiutancki album wydany 30 października 2013 przez nowojorską wytwórnię Godmode Records, w Europie wydali ich Tough Love Records  i znajduje się na nim 11 utworów. Płyta jest krótka, bo trwa zaledwie 33 minuty, ale myślę, że to dobry czas dla takiej muzyki.  Mają na swoim koncie jeszcze dwa single. Album to mikstura  brudnego no wave,  industrialu, postpunka i tanecznych rytmów. Futurystyczne brzmienia postpunkowego Wire mieszają się z przemysłowymi dźwiękami Throbbing Gristle , Cabaret Voltaire, This Heat i do tego dochodzą plemienne kanonady perkusyjne wykonywane przez Ricka. Nowy Jork jak najbardziej sprzyja tak niezbyt przyjaznej muzyce wykonywanej przez tych dwóch młodych kolesi. Czuć w tej muzie duchotę i klaustrofobiczne poczucie zagłady. Całkiem przyzwoity debiut, ale niestety sprzed paru lat. Dla fanów przemysłowo – futurystycznych  dźwięków, hałasu i brutalizmu muzyka idealna. Polecam !!!

 

 

 

Continue reading

Terminal Cheesecake – Dandelion Sauce Of The Ancients (2016)

Terminal Cheesecake to kapela działająca od 1988 – 1995. Powrócili w roku 2013 i tegoroczny  album jest ich pierwszym studyjnym albumem od 1994. Wydali wcześniej 6 albumów. Wiem, że ostatnio grali  jakieś koncerty, ale nie wiedziałem nic o ich nowej płycie. Dopiero uświadomiła mnie o niej,  podsyłając mi linka  moja wspaniała kumpela muzyczna Magda. Chwała Ci za to Magda, bo album kosi niemiłosiernie. Terminal Cheesecake traktowałem trochę, jakby taki angielski odpowiednik Butthole Surfers. Album nagrany został w składzie: Neil Francis (wokal), Gordon Watson (gitara), Russell Smith (gitara), Dave Cochrane (gitara basowa) i John Jobbagy (perkusja). Płytę wydało angielskie Box Records 11 listopada 2016 czyli płytka świeżutka. Muzycznie jest to niesamowita mieszanka szumiąco – zgrzytliwych, kwaśnych psychodelicznych gitar z dubowymi pogłosami, polane industrialnym sosem. Wszystko to w duchu krautrockowym. Jest to kapela niestety niedoceniona, a bardzo dobra. Dla mnie powrót tym albumem to rewelacja. Trzeba wypatrywać, gdzie będą teraz grali, bo warto by było ich zobaczyć po tak znakomitym albumie. Polecam !!!

 

 

 

Continue reading

Taman Shud – Viper Smoke (2015)

Taman Shud to kwartet z Londynu. Jest to ich debiutancki album wydany przez londyńskąTrashmouth Records 12 stycznia 2015. Płyta zawiera 10 numerów. We wrześniu ukazuje się ich drugi pełnowymiarowy album o nazwie „Oracle War”, a pierwszym wydawnictwem jest split z  The Fat White Family z 2013. Taman Shud grają jak to niektórzy określają necro-psychodelię. Muzycznie to mieszanka paru gatunków, a słychać tu wpływy The Birthday Party, Killing Joke i kosmitów z Hawkwind. Postpunk miesza się tu z industrialem i kosmiczną psychodelią, a wszystko otoczone jest okultystycznym klimatem. Członkowie Taman Shud na koncertach robią sobie makijaże jak np. Alien Sex Fiend. Dobre, mroczne i klimatyczne gitarowe granie z diabelskim klawiszem w tle. Będę miał ich okazję zobaczyć 20 sierpnia w Gdańsku w klubie B90 z czego się bardzo cieszę i zachęcam do posłuchania tej płyty,  jeśli komuś się spodoba na pójście na koncert tych mrocznych hałaśliwych Anglików. Posłuchajcie i oceńcie !!!


Continue reading

Koncerty: [peru] + Maszyny i Motyle + Schröttersburg: 26- 27 luty 2016 Płock – Warszawa

Że 26 luty 2016 D.I.Y. Party #4 [peru], Maszyny i  Motyle, Schröttersburg, klub Rock ’69, Płock

W związku z tym, że dwie kapele z tego składu to przyjaciele postanowiłem wybrać się z nimi na dwa koncerty. Oczywiście widziałem ich na żywo  już parę razy, bo jestem fanem zarówno [peru] jak i Schröttersburg. Za to nie widziałem duetu  Maszyny i  Motyle. Słyszałem ich muzykę tylko z bandcampa. Dobra   i nietuzinkowa  muza. Warto więc było ich przy okazji zobaczyć na żywo i kupić płytę jak się spodobają. Załatwiłem sobie urlop z pracy i w piątek rano ruszyłem pociągiem do Płocka. Towarzyszył mi mój kumpel i zarazem wydawca płyt  [peru] i Schröttersburga Paweł. Bardzo dobry towarzysz podróży i przyjaciel. Prowadzi własne wydawnictwo Extinction Records. Człowiek – pasja czyli bratnia dusza. Z płockiego dworca odebrał nas Triki. Gitarzysta Schröttersburg i człowiek, któremu nie zamyka się praktycznie buzia. Mega gaduła przy tym mega pozytywna postać. Przyjechaliśmy do jego mieszkania. Porozmawialiśmy trochę i w międzyczasie odsłuchaliśmy  w całości nową drugą płytę Schröttersburg. Niebawem ma się ukazać. Polecam. Jest świetna. Następnie zjedliśmy obiad i ruszyliśmy do klubu. Po drodze załatwiliśmy parę spraw związanych z organizacją koncertu. Triki był głównym organizatorem tego gigu w Płocku. Dotarliśmy do klubu. Poznosiliśmy graty do wewnątrz i powoli trzeba było ruszać z koncertami. Pierwsi na scenie pojawili się Schröttersburg. Chłopaki są z Płocka i grają wypadkową postpunka, zimnej fali i noise rocka. Mało jest u nas niestety zespołów, które oprócz słyszalnego wpływu innych kapel dodają coś nowego swojego. W przypadku  Schröttersburga jest inaczej. Słychać np. Joy Division, ale również jest świeży powiew czegoś innego. Co bardzo cenię u nich. Jest to trzech różnych kolesi o różnych gustach muzycznych co daje znakomity rezultat. Zagrali 40 minutowy gig. Mieszankę nowych i starych numerów. Triki jak zawsze podczas solówek robił tzw. dziubki. Tym razem były skierowane do Marcina. Od jakiegoś czasu nowego perkusisty Schröttersburg. I tu muszę napisać o tym, że dzięki niemu zespół ruszył do przodu. Super gra i przy tym  idealnie wpasował się do ich muzyki. Spadł im z nieba ten chłopak. Majzner z kolei walił w swój wielki bas i krzyczał do mikrofonu. Majzner to naprawdę najlepszy  głos na współczesnej polskiej scenie zimnofalowej. Jedyny niedosyt to brak tym razem wizualek. Po Schröttersburgu na scenie zainstalowali się Maszyny i Motyle. Duet z Warki, który chciałem bardzo zobaczyć na żywo. Na scenie pojawił się ekran i sporo elektroniki. No i zaczęło się. Dwóch kolesi. Jeden na gitarze, drugi na basie i do tego automat perkusyjny. Podlane to było elektroniką i niepokojącymi wizualkami. Wizualki to masa kamer przemysłowych, zdjęcia z kamer,  temat inwigilacji, komputery itd. Muzyka  do tego na tyle orginalna, że trudno mi było ją sprecyzować. Wymyśliłem, że to cyber math noise rock z wpływami industrialu. Słyszałem też inne porównania od znajomych jak np. Primus na heroinie lub Wire na amfetaminie. Co do zespołów do których można ich porównać to zaliczyłbym holenderski Kong i wczesny Godflesh. Tego na szczęście jest mało. Dodałbym jeszcze szaleństwo kapel ze Skingraft Record. Dla mnie nowa ciekawostka na muzycznej scenie polskiej. Muzycznie są bardzo do przodu w tym kraju. Koncert rewelacja. Po tym koncercie zostałem posiadaczem debiutanckiej płyty, fanem i kumplem. Trzymam za Was kciuki chłopaki i czekam na nową płytę w tym roku. Po Maszynach i Motylach wkroczyło na scenę „lubelskie” [peru]. Reprezentacja polskiego chujkora. Wiedziałem, że będzie teraz głośno. Nie wiedział o tym właściciel klubu i jednocześnie człowiek od kręcenia gałami Michał zwany Kubłem. Mały Andzejek z [peru] jak przywalił w bębny to Kubeł się przeraził. Zaczęła się rozpierducha. Chłopaki z [peru] przywalili ostro. Dobra stara szkoła noise rocka  z takich wytwórni jak Touch and Go i  Amphetamine Reptile Records. Dla mnie obecnie najlepsi przedstawiciele noise rocka w Polsce. Brzmieniowo rozwalają. Jak ich pierwszy raz usłyszałem to przypominali mi kapele z Amrepu. Przelecieli jak ekspres przez publikę. Było głośno czyli tak jak miało być. Po koncercie ruszył after, podczas którego opuściłem klub i udałem się spać. Piątkowy wieczór uważam za bardzo udany. Trzy różne muzycznie kapele i trzy dobre koncerty. Dodam jeszcze, że w płockim klubie dobrze to zabrzmiało. Zasługa to Kubła. Jak na amatora spisał się  dobrze.

27 luty 2016 [peru], Maszyny i Motyle, Schröttersburg, klub  Znośna Lekkość Bytu, Warszawa

Na drugi dzień wstaliśmy z Trikim, Pawłem i ekipą [peru] około 10. Zjedliśmy śniadanie i udaliśmy się na spacer po Płocku. Po zwiedzeniu starego miasto ruszyliśmy autami do stolicy na kolejny koncert. Zajechaliśmy wieczorem pod klub Znośna Lekkość Bytu przy stacji kolejowej Warszawa Wschodnia. Wrzuciliśmy  sprzęt do środka. Chłopacy powoli instalowali się na scenie. Klub fajny. Wygląd bardzo undergroundowy. Co udało mi się tam zauważyć to odbywają się tam Old Skulle czyli cykliczne koncerty z muzyką zimnofalową, postpunkową i gotycką. Spotkałem paru znajomych ze stolicy. Pogadałem z nimi i koncert zaczął Schröttersburg. Poleciała ta sama kolejność kapel jak w Płocku. Tym razem Schröttersburg zagrali z wizualkami do muzyki. Na rozwieszonym ekranie puszczany był czarno – biały film „Begotten”. Surrealistyczny film z roku 1990. Autorstwa Edmunda Eliasa Merhige. Mroczne i kontrowersyjne dzieło filmowe wzorowane min. na niemieckich filmach grozy z lat 20. Jak ktoś nie widział to warto zobaczyć. Koncert super nagłośniony. Nagłaśniał ich Sokół z Rigor Mortis. Odpowiedzialny również za produkcję ich najnowszej drugiej płyty, która niebawem ukaże się w wydawnictwie  Extinction Records. Tak, że mieli idealnego człowieka do nagłośnienia koncertu. Wiedział dokładnie jak kręcić gałkami, aby zabrzmieli tak jak mają. Koncert lepszy niż dzień wcześniej. Po nich Maszyny i Motyle i następnie „gwiazda” wieczoru  [peru]. Przy następnym spotkaniu skopią mi tyłek za gwiazdę.Tak chłopaki ? Dwa kolejne dobre koncerty. Dobrze nagłośnione. Koncerty skończyły się późno koło pierwszej godziny. Maszyny i  Motyle, Schröttersburg i  [peru]  ruszyli autami w kierunku swoich domów, a ja z Pawłem i Czarkiem zostaliśmy w klubie. Pozwolono nam przeczekać w klubie czas do odjazdu PolskiegoBusa do Gdańska. Barman i Ali ( człowiek odpowiedzialny za nagłośnienie w klubie) następnie sprawdzili nam godzinę odjazdu tramwaju do Metra Młociny (przystanek PolskiegoBusa), obudzili nas i następnie barman odprowadził nas na przystanek tramwajowy. Wielkie dzięki panowie za Waszą bezinteresowną pomoc. To się ceni w tych czasach. Szacun. O 6.30 ruszyliśmy do Trójmiasta. Było super muzycznie i towarzysko. Mamy zamiar powtórzyć jeszcze taki wypad. Nawet może dłuższy. Nie ma lepszego połączenia jak muzyka i przyjaciele.

Zdjęcia tu robione były przez : Paweł Jońca, Jakub Orłowski, Andrzej Puchacz i Among Scratches. Taki mix.

Continue reading

Fire Pariah – Fire Pariah (2013)

Płyta wydana w roku 2013 zespołu Fire Pariah to czwarte wydawnictwo Gibbon Envy Recordings, które gości na moim blogu. Płyta utrzymana w klimacie noisowym i industrialnym. Pierwszy numer to lo-fi punk blues. Na gitarze gra tu Andy Newman z Glazed Baby. Następne utwory obierają już kierunek noisowy.  Jest nawet miejsce na troszeczkę etno. Kapelę tworzą panowie Dave Cochrane (Head Of David), Joel Brown i Gouédé Oussou czyli znowu hybryda. Gościnnie udzielają się min. Bliss Blood z Pain Teens na wokalu w szóstym utworze, gdzie na gitarze wymiata , również Gordon Watson z Terminal Cheesecake. W czwartym utworze gra na gitarze David Uskovich z Distorted Pony, a piątym sam Joe Breuer  (The Bastards, Janitor Joe). Dużo tu brzmienia metalicznego ja to nazywam „blaszaki”. Fajna płyta zabierająca nas w brzmienia lat 90. Polecam.