Kategoria: Vol. 13: Stoner doom i sludge czyli trawa i ciężary

Monsternaut – Monsternaut (2016)

Kapela pochodzi z fińskiego miasta Kerava i powstali zimą 2012 roku. W skład tego fińskiego tria wchodzą: Tuomas Heiskanen (wokal, gitara), Perttu Härkönen (gitara basowa) i  Jani Kuusela (perkusja). Jest to ich debiutancki album wydany 5 października 2016 przez włoski label Heavy Psych Sounds Records i jest na nim 9 utworów. Wcześniej, bo w  2014 roku własnoręcznie wydali epkę z pięcioma utworami. Muzycznie mogę krótko ich określić jako „fińskie Fu Manchu”, bo panowie czerpią całymi garściami z twórczości Kalifornijczyków. Nie są  może przez to orginalni, ale za to nadrabiają niesamowitym brzmieniem jakie ja uwielbiam czyli jest ciężko i brudno od pustynnego piasku. Finowie  na debiutanckim albumie zagrali klasyczny pustynny stoner rock lat 90, którego nie powstydziliby się wymienieni Fu Manchu, ale także tacy wyjadacze jak Kyuss, Dozer, Queens Of Stone Age i Nebula. Ta płyta to kawał dobrego stoner rocka świetnie podanego przez Monsternaut. Jestem teraz bardzo wybredny jeśli chodzi o stoner rocka, bo sporo rzeczy słyszałem i  w większości mnie nudziły. Niestety stoner to oklepany już gatunek i coraz trudniej coś naprawdę fajnego znaleźć, w tym przypadku jest inaczej. Ci kopiści umieją dobrze podać taką muzę i są dobrzy w tym. Polecam dobrego stonera.

 

 

 

Continue reading

Demonauta – Tierra del Fuego (2016)

Demonauta to przedstawiciel chilijskiej sceny stonerowej. Jest to trio z miasta Santiago i tworzą je: David Véliz (gitara/wokal), Miguel Quezada (gitara basowa) i  Ale Sanhueza (perkusja). Ostatnio muzyka z Chile jest na moim celowniku za sprawą jednej kapeli o nazwie Föllakzoid , których jestem wielkim fanem i miałem okazję ich ostatnio zobaczyć u siebie w mieście czyli na swoim podwórku. Wracam jednak to stonerowców, którzy mi się spodobali za sprawą tej płyty. Kapela powstała w 2008, ale sformalizowała się dopiero w 2010. Pierwszy album ukazał się w 2011 o nazwie „Vol 1”, a drugi 2012 i nazywa się „Caminando en la Luna” . „Tierra del Fuego” to ich trzeci album wydany 16 czerwca 2016. Nazwa płyty to po przetłumaczeniu  Ziemia Ognista czyli archipelag u południowych wybrzeży Ameryki Południowej, znana z bardzo trudnych warunków klimatycznych. Na płycie jest 7 utworów. Muzycznie to mieszanka stoner rocka, psychodelii i pustynnych klimatów. Jako trio potrafią porządnie ciężarowo przywalić i do tego ich świetne brzmienie kojarzące mi się mistrzami pustynnego stonera z Palm Desert czyli Kyuss. Jest ciężar i brud, który lubię w takim graniu, a ciężko mi ostatnio w tym gatunku znaleźć coś naprawdę odkrywczego. Tu zadecydowało ich brzmienie. Dla fanów pustynnych klimatów i sfuzzowanych gitar płyta obowiązkowa. No i warto nimi się zainteresować, bo chłopaki dają radę.

 

 

Continue reading

Brothers of the Sonic Cloth – Brothers of the Sonic Cloth (2015)

Fanem Tada Doyla byłem od zawsze w związku z tym wpis z jego nową kapelą musi być. Brothers of The Sonic Cloth to jego nowa grupa, gdzie gra na gitarze i ryczy do mikrofonu. Skład uzupełniają jego żona Peggy Doyle, która gra na gitarze basowej i perkusista Dave French. Jest to ich debiutancki album nagrany dla Neurot Records i wydany 17 lutego 2015. Miksem zajął się sam Billy Anderson. Płyta zawiera 7 utworów i jest to porządne, rasowe i ciężkie łojenie w gitary. Tad Doyle nie zawodzi i nagrał kawał dobrej muzy. Ja miałem to szczęście widzieć ich koncert 13 kwietnia tego roku w Berlinie w klubie Musik & Frieden. Koncert wymarzony: mała salka koncertowa i publiki z 50 osób czyli kameralny gig. To co ta ekipa z Seattle wydobyła z instrumentów w ten wieczór zapamiętam do końca życia. Jechałem nastawiony sceptycznie do tego koncertu, wiadomo wiek robi swoje i mogą nie dać rady, a tu takie miłe zaskoczenie. Tad koncert rozpoczął  krótką medytacją i zaczęli swoje walce. Dawno tak ciężkiego koncertu nie widziałem jeśli chodzi o brzmienie. Ciężar okrutny przetoczył się przeze mnie. Godzinna dawka solidnego doomowego grania z bisem na zakończenie. Na bis zagrali nowy numer z nadchodzącej płyty. Chciałem jeszcze dodać, że na koncercie dodatkowo grała jeszcze jedna gitarzystka. Koncert wyśmienity i  umocnił mnie w przekonaniu, że Tad Doyle to jednak marka na której się nie zawiedziesz. Przykładem są moi znajomi, którzy pojechali na holenderski festiwal Roadburn, a ja przy okazji poleciłem im pójście na koncert  Brothers of The Sonic Cloth. Kapeli nie znali, ale zaufali mi i wybrali się  na koncert, a po nim stwierdzili, że był to jeden z najlepszych gigów tego festiwalu. Tak więc polecam ten album weteranów sceny Seattle.


Continue reading